„Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.” (Mt 2, 10-11)
Wielu ludzi nieraz wyruszało na adwentowe drogi. Jednak moment decydujący nadchodzi, gdy docierają do wrót stajenki. Tam rozbłyska gwiazda, co daje powód do radości. Zdarza się jednak, że wędrowiec obojętnie spogląda na niebo – dla niego gwiazda jest jedną z wielu, a przez to i stajenka – jest jak każda inna. Nie widzi on powodu do radości i rusza dalej, by szukać nieodnalezionego sensu. Droga już mu się dłuży, znużenie narasta, ale to nie los jest mu nieprzychylny – sam, czy to przez swoją gnuśność czy to przez oporność, zlekceważył znak – poszedł w zwykłość swego życia, gdy tuż za drzwiami był Bóg. I teraz stał się już kimś innym – był pielgrzymem poszukującym spełnienia sensu drogi, a stał się włóczęgą szukającym czegoś, co stale będzie mu dalekie i niedosiężne.
Wędrowanie adwentowymi drogami ma sens tylko wtedy, gdy człowiek wierzy w cud przychodzącego Boga – w cud Bożego Narodzenia.
⇒ Wesprzyj ⇐