„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.” (Mt 5, 5)
Jak wielu ludzi w obecnych czasach traktuje to błogosławieństwo na poważnie? Jak wielu chciałoby być cichymi? Może się czasem zdawać, że samo życie nakłania człowieka, by włączał się w zgiełk świata. Życie huczy, a człowiek podekscytowany tym hukiem, jak na stadionie, biega i trudzi się tocząc rozgrywki. Jednak, choć zdawało mu się jeszcze przed chwilą, że jest jednym z głównych rozgrywających, teraz coś każe mu myśleć, że choć na jawie, śni tylko, bo te wysiłki, pragnienia, marzenia przeniknięte są grą tylko, a sens gry różny jest od sensu życia. Teraz, jakby na chwilę przetarł oczy i widzi, że stadion jest zupełnie pusty, a on został sam. Teraz stoi już nie na boisku, ale na trybunach. Ma w ręku bilet, który stracił już ważność, więc nie ma już swego miejsca na stadionie, jest tylko wiele pustych miejsc, które zajmą inni. Próbuje przełamać tę pustkę krzycząc na cały głos, ale odpowiada tylko echo.
Cichy nie ma udziału w huku świata. Nie interesują go punkty, które świat przyznaje swoim zawodnikom. Cichy nie zbiera punktów, lecz pomnaża talenty. Świat nie jest dla niego arbitrem, ani boisko polem jego życia. Przed nim otwarte pozostają przestrzenie Bożej roli, które uwalniają życie od przymusu widowiska. Boża rola to jego miejsce, nad którym świat nie ma władzy. Na Bożej roli głos nie wraca echem, ale nawet najcichszy szept płynie ku niebu. Tajemnica życia cichego polega na tym, że huk świata to dla niego nie zew i że nie krzyczy wołając do pustki, ale że słucha słów Boga, z których żadne, w jego cichości, mu nie umyka i staje się dla niego czytelnym wezwaniem. Cichy nie jest zawodnikiem świata, lecz sługą Boga, dlatego nie szuka miejsca do toczenia gry, ale odnajduje miejsce, w którym spełnia się sens jego życia. Nie stoi on wobec świata jako chcący mierzyć się z nim przeciwnik – ani nie staje z nim do rywalizacji, ani nie wzywa go do stawienia się na pojedynek. Nie potrzebuje przekrzykiwać się ze światem, bo mocą jego głosu są jego owoce. Nie potrzebuje, by świat mu użyczył miejsce na stadionie, bo jego miejsce przyznaje mu Bóg, zapewniając, że na własność posiądzie ziemię. Moc tej obietnicy sprawia, że huk rozgrywek, jak i bezsens pustych stadionów, znika jak zły sen.
⇒ Wesprzyj ⇐