„«Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym». (…) A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» (…) Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga» .” (J 6, 54. 60. 66-69)
Dla Piotra to też nie była łatwa mowa. Nie rozumiał wielu rzeczy, bo jeszcze się nie wydarzyły. A jednak, nie odszedł. Brak rozumienia nie jest dla niego przesłanką dla rezygnacji z wiary. „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego.” Ta odpowiedź uzasadnia, że odejście nie jest żadnym rozwiązaniem.
Człowiek, w namiocie swojego bytowania, zorganizował i poukładał różne rzeczy. Jego intelekt pomógł mu zarządzać nimi w sprawny sposób. W namiocie ma to, czego mu potrzeba pod ręką, a ponadto, namiot zapewnia mu ochronę przed deszczem i wiatrem.
Abram też był w namiocie, gdy mu Bóg polecił, by wyszedł. I on wyszedł, choć była noc. Wtedy powiedział mu Bóg: „«Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić»; potem dodał: «Tak liczne będzie twoje potomstwo».” (Rdz 15, 5)
Czy dziś, gdy Bóg mówi człowiekowi, by wyszedł ze swego namiotu, łatwo przychodzi mu wyjść? Woli przebywać w świecie, który zna, bo go już sobie poukładał, rozumie działające w nim schematy, bo się nimi posługuje, czuje się w nim stabilnie, bo namiot go osłania. Teraz musiałby wstać i wyjść na zewnątrz, do świata, którego już nie ogarnia, gdzie ponad sobą ma tylko niebo.
Czasem człowiek odważa się wyjść i staje przed namiotem. Staje twarzą w twarz z otwartą przestrzenią. Jednak bywa, że noc staje się dla niego za trudnym wyzwaniem. Nie jest w stanie spojrzeć w niebo, bo jedynym firmamentem, do którego przywykł i który znał, był rozpięty nad jego głową namiot – horyzont, do którego sięgał wzrok jego intelektu. I chciałby nadal – jak to było w namiocie – poddawać wszystko pod jego kontrolę, ale nie może, więc jego intelekt sprowadza cały sens do liczenia gwiazd, a to wydaje mu się dziwne i zanadto wymagające. Odwraca się wtedy i wraca do namiotu. Odchodzi, choć zdobył się na to, by wyjść.
Czy Abram kiedykolwiek mierzył się z liczeniem gwiazd? Nie o to przecież chodziło – chodziło o to, że Abram uwierzył obietnicy, mimo, że ona swą wielkością przekraczała jego ludzkie rozumienie.
Odejście nie tylko nie jest rozwiązaniem – jest zamknięciem się we wnętrzu namiotu i to w sytuacji, gdy otrzymanie obietnicy było już tak blisko. Niektórzy uczniowie odeszli, choć tak niewiele brakowało – niewiele, ale było to decydujące – potrzeba było, żeby uwierzyli.
Piotr też nie liczył gwiazd – nie mierzył intelektem tego, co można było uchwycić jedynie wiarą. Uwierzył obietnicy życia wiecznego.
⇒ Wesprzyj ⇐